22.06.2016

Zęby

Powrót do korzeni, polewanie
się wodą, by nie zwiędnąć,
by nie zapomnieć
żywych odruchów.

Przejście na drugą stronę
zielone
światło ukryte w koronie
zębów pod powieką.

Na dźwięk telefonu cofa się
czas, na nowo
przestawać
być tobą.

Czy tak

Dzień minął, teraz
już tylko noc, żadnych
pytań, ani kawałka
ja

wychylam się nad barierkę
lustra, oczy kłamią
prosto w siebie.

***

Cesarskie cięcia
miłości
Nienawidzę taty
mama mnie znosi
lecz nie chce wysiadywać

Choć to chyba nie

Choć to chyba nie uśmiech,
to szczerzenie zębów, palcem
zatykanie słów.
Nim nadejdzie poranek zamienię
skórę z niedźwiedziem,
w tym mieście nie ma wieżowców.

Na majowych drzewach rosną
zgniłe liście, wznoszą się
grudniowe kolce.
Zębami odrapię wszystkie kamienice
w tym mieście, tak nieprzychylnym
samobójcom.

21.05.2015

Powódź

Włączam radio, fale
długie,
napuszczona woda
po uszy.

Krótki rekonesans, płytki
pod sufitem podłoga odłogiem
unosi brwi
coraz głębsze
mrugnięcia.

Zanurzone fotografie, ucieczka
pod czerwień,
dziurki w nosie, krew
na umywalce.

Białą kredą korpus
zeszytu z datą, wczorajsze
śniegi, jutrem grad
pytań, spowolnienia, powódź.

Powierzchowna lustracja,
palec we włosach,
kontrola ostrości.

Poza tym
i fala, i wieczorna audycja, i żel
pod prysznic, ręcznik pod głowę,
wilgotna posadzka.

Kropla w ustach, uchylony sufit
który spłynie zwymiotowaną
drugą komunią.

Rozpoławianie

Skrzyżowaniem palców wystukuję
obcy rytm na swoim czole.
Pół dorosłego życia poświęcone wyrzucaniu
ojca z rodzonego genotypu, drugie
tęsknocie za nim i matką, co list pożegnalny
włożyła mi w pucołowate polika.

W wolnych chwilach jestem zajęty,
chadzam po parkach, przysiadam
do pustych ławek, zlizuję z desek
ślady gwoździ.

Wczoraj schowane pod paznokciem,
nos zadarty na piętnaście po czwartej.
Okno bez żaluzji, naga prawda,
jedyny kontakt z sąsiadką.

Mimowolne mrugnięcie, kot w butach,
mysz na prześcieradle.
Książki na starość odkładam pod łóżko,
a to za wysoko, proszę pani.