Włączam radio, fale
długie,
napuszczona woda
po uszy.
Krótki rekonesans, płytki
pod sufitem podłoga odłogiem
unosi brwi
coraz głębsze
mrugnięcia.
Zanurzone fotografie, ucieczka
pod czerwień,
dziurki w nosie, krew
na umywalce.
Białą kredą korpus
zeszytu z datą, wczorajsze
śniegi, jutrem grad
pytań, spowolnienia, powódź.
Powierzchowna lustracja,
palec we włosach,
kontrola ostrości.
Poza tym
i fala, i wieczorna audycja, i żel
pod prysznic, ręcznik pod głowę,
wilgotna posadzka.
Kropla w ustach, uchylony sufit
który spłynie zwymiotowaną
drugą komunią.