21.05.2015

10 maja 2015

Obce miasto, cudze podszepty
biegają, wymachują chuje rękami.
Wymioty na ścianie układają się w twarze,
na bruku lądują obiadowe resztki.

Dziś intronizuję przetrawionego kurczaka,
zasypiam pośrodku rzygowin. 
Śnię o białym domu, pierwszej damie,
walecie trefl, dziesiątej wodzie.

Pomnikach wysadzanych złotem 
w powietrze, kocie w butach, człowieku
z blizną po zaroście.

Wyskakuję wraz z oknem, zahaczając
o poniższe parapety, donice, 
ląduję pod progiem

wyborczym prawem głosu wybieram
brak wyboru.