biegają, wymachują chuje rękami.
Wymioty na ścianie układają się w twarze,
na bruku lądują obiadowe resztki.
Dziś intronizuję przetrawionego kurczaka,
zasypiam pośrodku rzygowin.
Śnię o białym domu, pierwszej damie,
walecie trefl, dziesiątej wodzie.
Pomnikach wysadzanych złotem
w powietrze, kocie w butach, człowieku
z blizną po zaroście.
Wyskakuję wraz z oknem, zahaczając
o poniższe parapety, donice,
ląduję pod progiem
wyborczym prawem głosu wybieram
brak wyboru.