Skrzyżowaniem palców wystukuję
obcy rytm na swoim czole.
Pół dorosłego życia poświęcone wyrzucaniu
ojca z rodzonego genotypu, drugie
tęsknocie za nim i matką, co list pożegnalny
włożyła mi w pucołowate polika.
W wolnych chwilach jestem zajęty,
chadzam po parkach, przysiadam
do pustych ławek, zlizuję z desek
ślady gwoździ.
Wczoraj schowane pod paznokciem,
nos zadarty na piętnaście po czwartej.
Okno bez żaluzji, naga prawda,
jedyny kontakt z sąsiadką.
Mimowolne mrugnięcie, kot w butach,
mysz na prześcieradle.
Książki na starość odkładam pod łóżko,
a to za wysoko, proszę pani.